Pożegnanie

Drodzy Przyjaciele, Wrogowie, Sympatycy Severiany

Nadszedł moment, w którym należy się pożegnać. Severiana była moją pasją, miłością, spełnieniem dziecięcych marzeń. "Tym czymś" "tylko moim", co do pewnego czasu nadawło smak mojemu życiu, co sprawiało mi radość i satysfakcję. 

Niektórzy się ucieszą, część z Was powie "a nie mówiłem, że tak będzie", część poczuje satysfakcję a część zawód. Jeszcze inni zaszufladkują moją hodowlę do "hodowli jednego sezonu". 

No cóż. Idę włąsną drogą i właśnie skręciłam w inną ścieżkę. Pora na nową przygodę.

Po 6 latach przygód z cavalierami pora na małe podsumowanie. Na 20 wyhodowanych, jeszcze dość młodych psów, jeden okazał się chory. Ten jeden zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Czas pokaże co dalej, co z resztą, jednak jestem dobrej myśli. Jeśli chodzi o statystyki, wyszłam z tego obronną ręką, co nie zmienia i nie ma pozytywnego wpływu na tragedię tej jednej rodziny i tego jednego cavaliera.

Jestem wdzięczna za tę cudowną 6-letnią przygodę, podczas której poznałam wielu przyjaciół i życzliwych ludzi. Za to, że mogłam poznawać tę cudowną rasę, że zdobyłam ogromną wiedzę na jej temat i że nie zmarnowałam danego mi czasu. Jestem wdzięczna również za porażki, błędy i pomyłki - każde z tych doświadczeń nauczyło mnie czegoś nowego.

Z jednej strony hodowla to coś pięknego. Cud narodzin, dawanie z siebie tego, co najlepsze, żeby wychować i przekazać do nowych domów radosne i pewne siebie psy. Z drugiej strony to świat obłudy, zazdrości i zawisci, w którym nie chce sie przebywać i w którym nie chce się żyć. Świat, w którym dobro rasy wcale nie jest na pierwszym miejscu. 

W cavalierowym swiecie wiele rzeczy mnie boli.

Można spędzać każdy weekend z psami na wystawach, a mozna chodzić z psami po górach, jeździć na wycieczki i cieszyć się ot tak, po prostu z tego, że ma się psa - członka rodziny a nie inwestycję, z którą wiążemy nadzieje i plany. Można poświęcać całą swoją energię na analizowanie tego kto wygrał, kto i czemu przegrał, kto psa farbował, podciął, kto zrobił piąty miot  na jednej suce, a można po prostu nie uczestniczyć w tym. Każdy ma inne priorytety, inne plany, inny sposób na życie. 

Nie chcę oglądać cavalierów, któe widzą tylko wystawy i kennel. Nie chcę oglądać cavalierów, które nie znają innego życia niż hodowla- kennel-auto-wystawa, dla których jedyna czułość to buziak hodowcy otrzymany na potrzebę zdjęcia reklamującego hodowlę i profil na fejsie. A przed buziakiem, między autami na parkingu zjeba psa po to, "żeby ładnie szedł" albo przyciskanie pyska do ziemi, żeby pokazać psu "kto tu rządzi". Nie chcę oglądać podkulonych ze strachu psów ciągniętych po ringu na smyczy, wyrwanych z jednej traumy i wrzuconych w drugą. Nie chcę też oglądać tego, jak z hodowców pełnych serca i pasji robi się szmaty tylko po to, żeby wyeliminować konkurencję. Nie chcę patrzeć na świeżaków pełnych wzniosłych ideałów, wykorzystywanych do cna przez cwanych kolegów. Nie chcę też oglądać tego, jak odbiera się psy cudownym ludziom tylko z tego powodu, że są mniejszościowymi współwłaścicielami psa, który zaczął wygrywać wystawy. Nie chcę patrzeć na rozwój hodowli budujących swe linie na osłuchowoych badaniach serca, kładących nacisk na wyścig szczurów i wyjeżdżanie championatów. Nie chcę słyszeć  o tym, jak opycha się rasowe cavaliery do puppy mills, wysyła do Afryki i słuch po nich ginie.

Mocno kibicuję tym, którzy chcą zrobić coś dobrego, uzyskać wartość dodaną. Trzymam kciuki za tych, którzy się uczą, dowiadują, badają i robią to dla siebie. Za tych, którzy są pomocni, którzy działają dla dobra rasy a nie własnego interesu. Za tych, którzy nie wstydzą się wyhodowanych petów, którzy dbają i nie eksploatują swoich czworonożnych przyjaciół. Za tych, na których konkurencja działa pozytywnie a porażka własnego psa nie stwarza okazji do organizowania zmasowanego hejtu na prywatnych łączach. Za tych, którym hodowla nie zdominowała życia, którzy znajdują czas na długi spacer z psem, leniuchowanie, pozwolą psu się ubrudzić, wytarzać w błocie. Za tych, którzy widzą wady swoich psów, którzy potrafią odpuścić. Za tych, ktrórzy wygrywają uczciwie i za tych, którzy potrafią z godnością przełknąć gorycz porażki.

Chcę podziwiać tych, którzy kibicują lepszym od siebie a nie przyklaskują jedynie tym gorszym niż sami są. Tych, którzy dzielą się wiedzą, nie powielają plotek. Tych, którzy  robią dobrą robotę przy jednoczesnym poszanowaniu psów i innych ludzi. I w końcu trzymam kciuki za tych, którzy wiedzą co i o czym mówią. 

Będzie mi miło Was podziwiać i oglądać i będzie przyjemnością Was spotkać.

Marta Szczerba - właścicielka najcudowniejszych na swiecie cavalierek - Happy i Sophie :)